Przyjaciele Justyny piszą o niej – między kreatywnością, radością życia a nutą chaosu

Kto spotka Justynę Palkę, szybko zauważy: tu drzemie energia w czystej postaci. Otwarta, serdeczna i zawsze trochę zwariowana – tak ją postrzegamy na co dzień. Justyna to osoba, która nawet w najbardziej ospałe towarzystwo wlewa nowe życie. Kiedy się pojawia, wszyscy się śmieją, tańczą i szybko opowiadają. Jej przyjaciele nazywają ją pieszczotliwie Justynką lub Tysią, a kto ją zna, od razu rozumie dlaczego: jej radość jest zaraźliwa, a temperament niepowtarzalny.

Urodzona 15 lutego 1985 roku, Justyna już w szkole była osobą, która z pasją angażowała się w to, co robiła – zwłaszcza jeśli chodziło o języki, pedagogikę, matematykę lub sztukę. Kreatywność przewija się jak czerwona nić przez jej życie. Praca biurowa nigdy nie wchodziła dla niej w grę; chciała tworzyć, projektować, kreować nowe rzeczy. Swoje pierwsze dzieło artystyczne zaprezentowała już wtedy z widoczną dumą, a do dziś można wyczuć jej szczególny charakter pisma – w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu.

Kto zna Justynę, wie również o jej typowych, małych dziwactwach. Uwielbia kiczowate opery mydlane, ma słabość do french nails i rzadko wychodzi bez aparatu. Wśród przyjaciół od dawna nosi przydomek „Digicamgirl” – hołd dla niezliczonych zdjęć i spontanicznych dokumentacji, którymi dzieliła się bezpośrednio na swojej stronie internetowej. Jej pasja do estetyki przejawia się zarówno w rysowaniu, jak i w stylizacji, a jej sposób mówienia szybciej niż wszyscy inni jest częścią jej uroku.

Tak temperamentne jak jej rozmowy są również jej weekendy. Żadna impreza nie pozostaje długo spokojna, kiedy ona jest w pobliżu. A kiedy noc kończy się o świcie, najpiękniejsze sceny można zazwyczaj zobaczyć online już następnego dnia. Równie mocno kocha spokojniejsze chwile – na przykład w dortmundzkiej kawiarni ALEX, gdzie przy „Skinny Mini” po prostu cieszy się życiem. Wycieczki na zakupy, czy to w domu, czy w USA, są dla niej równie ważne jak spontaniczne wyjazdy – nawet jeśli jej brak orientacji w terenie zapewnił już niejedną nieoczekiwaną podróż. Trzy godziny do Oberhausen? Z Justyną to nie rzadkość – raczej epizod, z którego śmieje się jeszcze długo.

Urodzona w rodzinie dwunarodowej, wielojęzyczność była dla niej czymś oczywistym. Okazjonalne, żywe dyskusje po polsku z siostrą na lekcjach należą do wspomnień, które do dziś wywołują uśmiech na twarzach jej i jej przyjaciół. Jej spontaniczność i tak nie zna granic – czasami zaplanowany wieczór w Dortmundzie prowadzi gdzieś zupełnie indziej. Ale właśnie to ją wyróżnia: to, co nieplanowane, to, co żywe, to, co prawdziwe.

Justyna mówi, co myśli. Jej poczucie sprawiedliwości jest silnie rozwinięte – co pasuje do znaczenia jej imienia, które w łacinie oznacza szczerość. Kto ją spotka, od razu wyczuwa tę uczciwość: ona myśli to, co mówi, a jej uśmiech płynie z serca. Kiedyś była znana ze swoich legendarnych rozmów telefonicznych i imponującej częstotliwości SMS-ów, co prawdopodobnie mniej zachwycało jej rodziców. Dziś sama się z tego śmieje – kawałek młodzieńczej pasji, który jej pozostał, tylko w inny sposób.

Kiedy myśli się o Justynie, przede wszystkim pamięta się jej radość życia. Żyje intensywnie, śmieje się głośno, kocha szczerze. I gdzieś pomiędzy obiektywem aparatu, ołówkiem artystycznym i filiżanką kawy staje się jasne: ta kobieta pozostaje zawsze w ruchu – nie dlatego, że musi coś osiągnąć, ale dlatego, że nie może inaczej.

Być może sama wyraziła to najlepiej: „Kto myśli, że już jest kimś, przestał się kimś stawać”. Zdanie, które trafnie oddaje jej istotę – i które pokazuje, dlaczego dla wszystkich, którzy ją znają, pozostała inspiracją.

Więcej artykułów